sobota, 16 września 2017

ROZDZIAŁ VIII

 

 8. Upadek


***

Naucz się odpuszczać. Jeżeli nie możesz czegoś zatrzymać, to puść to wolno. Przyzwyczajenie to najgroźniejsza choroba naszej dekady. Żyj w zgodzie z samą sobą, reszta i tak Cię nie docenia.


***

Światło. Skąd się tu wzięło? Powoli otwierała oczy, nie wierząc w to, co ukazywał zamazany obraz.
Leżała w swoim łóżku, na swojej pościeli, przy lśniącym lustrze, w czterech miodowych ścianach. Raptownie poderwała się i usiadła, zaczęła nerwowo rozglądać się dookoła. W powietrzu unosił się drażliwy zapach lawendowego kadzidła. Rozpoznała go od razu - cała siedziba Rady była nim przesiąknięta. Tak samo jak jej babcia. 
Drzwi od sypialni lekko się odchylały, odsłaniając zgarbioną sylwetkę. Stała w nich starsza, siwa kobieta z włosami upiętymi w koka. Była piękna, a jej twarz bardzo zmęczona. Z jej oczu można było wyczytać strach. Bała się. Dobrze wiedziała co zaczęło zakorzeniać się w głowie Anne.
- Tyle razy mówiłam Ci, że nie możesz szwędać się sama po nocach. Gdyby nie Twoje przypadkowe uaktywnienie rubinu, wątpię, że mogłabym Cię znaleźć. 
Ale Anne nawet nie drgnęła. Złość, która ją chłonęła była ogromna. Ból, żal i smutek potęgowały się w niej na zmianę. Staruszka widząc to zaczęła powoli kroczyć w jej kierunku. Dziewczyna kurczowo trzymała się kołdry, którą ściskała coraz mocniej. 
- Kochanie, co się dzieje? - Łagodny ton jej głosu rozbrzmiewał w uszach Anne.
- Nie zbliżaj się do mnie. Ani kroku dalej.
- Spokojnie, jesteś już w domu, tu nic Ci nie grozi, zrobię wszystko...
- To Ty jesteś zagrożeniem! Nie zbliżaj się, słyszałaś?! - Do oczu napływały jej łzy. Była tak rozbita, że nie mogła nawet przypomnieć sobie żadnej dobrej chwili, którą przeżyła z tą kobietą. Osoba, która pojawiała się w obrazach z dzieciństwa była inna. Jak mogła kołysać ją w hamaku i karmić malinami, jak gdyby nic się nigdy nie stało? Tulić do snu, a rano robić grzanki? Dlaczego całe życie ją oszukiwała? Nastała cisza, tak jakby wszystko co piękne umarło.
- Dlaczego mi to zrobiłaś? Dlaczego nic mi nie powiedziałaś? Ona żyje. Rozmawiała ze mną...
- O kim mówisz, Anne? - Jej twarz skamieniała.
- O Mamie. - Znów zapadła cisza, a świat jakby stanął w miejscu. Światła raptownie zgasły, ściany zbladły, a lawendowy zapach zamienił się w straszny odór. 
Kiedy stary wampir zmienia nagle nastrój, jego Moc zmienia się wraz z narastającymi emocjami. Delikatna i subtelna Megan zaczęła bić bordowych światłem - łuną krwi. Lęk. Przerażający strach.
- To niemożliwe, nie mogła wrócić. 
- Niemożliwe jest to, jak bardzo można ufać osobie, która utkała Twoje życie z nici pełnej kłamstw. Wynoś się, nie chcę Cię widzieć.
- Anne, posłuchaj uważnie. Jeżeli to, co mówisz jest prawdą, to musisz uciekać. Nie możesz tu zostać, to już się zaczęło...
- Uciekać? Przed kobietą, która dała mi życie? Której zawdzięczam wszystko?
- Kobieta, która nadała Ci istnienie, musi je odebrać. Pakuj się Anne, nie mamy dużo czasu!
- Jesteś zazdrosna, tak? Znowu kłamiesz, bo dalej chcesz bym uważała Cię za wzór? Wiesz co? Jesteś żałosna i zostaniesz sama na całą wieczność. Nienawidzę Cię, odejdź.
- Jest coś, o czym powinnaś wiedzieć, a nie wiesz. To stara przepowiednia, która nie miała początku od miliona lat. Chyba czas, byś ją poznała...
- Znowu bajki. Nie pogrążaj się, już niczego nie zmienisz.

***

Megan raptownie złapała rękę dziewczyny i ukąsiła w nadgarstek. Ta pisnęła i zamknęła oczy w tym samym momencie. Obrazy przesuwały się bardzo szybko, było ich mnóstwo. Fragmenty przeszłości wampirzycy. Nagle jej oczom ukazała się para ludzi. Siedzieli nad rzeką, zapatrzeni w siebie. Tak bardzo szczęśliwi. Ona była czarownicą, a On wampirem. Wypowiedziała po cichu coś pod nosem, po czym wyciągnęła dłoń przed siebie. W jej ręce spoczął piękny kielich pełny krwi. Podała go swojemu ukochanemu, a On wypił jego zawartość. Po wszystkim zatopili się w miłosnym objęciu, mówiąc sobie jak bardzo się kochają. Obraz nieoczekiwanie zaczął biec do przodu. Znowu widziała tych samych ludzi - mężczyzna głaskał kobietę po brzuchu. Widać było, że bardzo cieszy się, że ich grono się powiększy.Jego uśmiech był pełen miłości. Potem obrazy pędziły jak szalone, nawet nie mogła określić co przedstawiają. I stanęły. Dostrzegła małe dziecko o bursztynowych oczach i ognistych włosach. Bawiło się żwawo w łóżeczku, nie martwiąc się niczym. Za nim pojawiła się kobieta, miała dłonie umoczone we krwi, oczy przepełnione obłędem. Unosiła nad sobą dziewczynkę jak maleńką zabawkę. W porę wszedł jej mąż, który wyrwał ją z transu. Ale Ona nie miała zamiaru przestać, miotała dzieckiem po kołysce. Po dłuższej chwili szarpaniny ustąpiła walki. Zaczęła płakać łzami tak rzewnymi, że Anne nigdy nie widziała takiego bólu. Dziewczynka natomiast uśmiechała się jak nigdy dotąd. 

***

Kolejne wspomnienie ukazywało młodą kobietę klęczącą nad kałużą krwi. Łkała cicho, majacząc coś o utraconym szczęściu. Obraz przesuwał się w zwolnionym tempie. Kiedy obrócił się przodem, Anne dostrzegła, że trzyma Ona na rękach nieruszającą się dziewczynkę. Wyglądała tak, jakby właśnie zasnęła. Dziecko było nadzwyczajne - od momentu poczęcia wiedziało, że umrze. Nie miało żalu, znało swoje przeznaczenie. 
W tym momencie projekcja się zakończyła, a film się urwał. Babcia oderwała się od dziewczyny, a ta zamarła. Nie wiedziała, co ma powiedzieć. Nic nie przeszłoby przez jej gardło.
- Teraz już wiesz, że muszę Cię chronić? - Przerwała jej milczenie. - Muszę i chcę Ci pomóc, Skarbie. Jesteś dla mnie tym, co trzyma mnie w rydzach codzienności. Nie mam innych marzeń. Uciekaj, Anne, błagam... - Mówiąc to rozpłakała się. Jej aura zmieniła się - wszystko wróciło do normy, a w pokoju pachniało lawendą. 
Dziewczyna nie czekając na dalszy przebieg zdarzeń, złapała za telefon. Jerr. Tylko z nim może zerwać klątwę, która ją otacza. Nie chodziło tu o nieśmiertelność, czy o to, że chciała mieć normalną babcię dziergającą na drutach. Pragnęła żyć - choćby tak jak dotąd.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

:)

:)
pajlinkaa